Tag Archives: wodnik

McRelacje, czyli o Wieśmakach Emocjonalnych

Makrelacje czyli Skorpiony (i nie tylko) okiem Byka

friends with benefitsNaszły mnie przemyślenia osobiste o kondycji (uwielbiam to nadużywane wszem i wobec sformułowanie zwłaszcza przez krytyków filmowych) współczesnego mężczyzny, współczesnej kobiety i współczesnej makkultury. Jeśli nie wiecie czym jest pojęcie makdonaldyzacji, to mogę was odesłać do podręcznika wiedzy o kulturze (tak, jest taki przedmiot i nawet mam przyjemność go nauczać!). Otóż, makdonaldyzajca w kulturze to zjawisko polegające na tym, że lubimy być „szybko i sprawnie obsługiwani, wiemy czego i za jaką cenę możemy się spodziewać oraz jak postępować, by otrzymać to, czego potrzebujemy. Taki sposób funkcjonowania różnych placówek, w tym kulturalnych, przypomina zasady działania barów szybkiej obsługi Cytat z podręcznika „Spotkania z Kulturą” wydawnictwa Nowa Era. Śmiem twierdzić że taki skrajny konsumpcjonizm przenosi się też niestety na myślenie o innych ludziach, przyjaźniach i związkach partnerskich.  Czyni to  wiele krzywd nie tylko naszej duszy, psychice czy wreszcie naszego domu czyli Ziemi, ale też dla relacjom damsko męskim. Cóż, stajesz się tym, co jesz (jako ascendent w Byku nie mogłam sobie odpuścić tej dygresji).

Tak się składa, że posiadam na nieszczęście albo i szczęście Urana w 7 domu w znaku Skorpiona na descendencie.Bernini Proserpina Cóż to oznacza to wszyscy podejrzewamy, nagłe zauroczenia, skrajne emocje, zerwania, rozwody bądź nietypowe związki. Jednym słowem „Vicky, Cristina Barcelona” w pigułce mam na co dzień. Śmiem jednak twierdzić, że w dzisiejszych czasach związkiem nietypowym można nazwać związek, w którym mężczyzna szanuje i respektuje niezależność kobiety i jej potrzeby, uczucia, dążenia i zainteresowania i vice versa (kobieta jego). No cóż, ile mamy takowych związków, że jedno dba o drugie? Że nie wyrzuca partnera jak zużytego sprzętu i zamienia na nowy model?

Pytanie retoryczne, prawie nie ma takich związków, żyjemy w społeczeństwie jakiegoś głupawego gloryfikowania singli, że niby tak fajnie mają bo tacy wolni i niezależni są i mogą robić co chcą, z kim chcą i kiedy chcą. Dość mylne to wrażenie przypominające nieco Kronikę filmową. Dla młodszych czytelników podpowiem, że Kronika Filmowa to był taki propagandowy komunistyczny program, do którego upodobnił się obecnie cały TVN. Otóż w tym programie wychwalano osiągnięcia komunizmu. To nijak się ma do rzeczywistości. Kobiety single nie chcą być singlami, są nimi z tej prostej przyczyny, że nazbyt szanują siebie aby wchodzi w makzwiązki, oparte na wymianie kilku myśli, płynów ustrojowych, szybkiej i sprawnej obsłudze. Wyrażam opinię, iż ja również niespecjalnie chcę być singlem, ale wolę już ten stan niż zniżać się do poziomu relacji szybkoobsługowej. Tutaj można sobie gdybać astrologicznie, ale Księżyc, Wenus w Rybach często daje długie lata samotności (nie tylko u mnie to akurat się bardzo mocno sprawdza).

Oczywiście są faceci i kobiety, którzy cenią sobie stałość, miłość, dbanie o innych, zdrową relację. Nadmienię, że nawet znam takie pary na co dzień. Z czym to się jednak wiąże, takie budowanie trwałej relacji opartej nie tylko na namiętności czy pożądaniu ale również na szacunku i przywiązaniu?

No z pracą, otóż właśnie z pracą, przede wszystkim praca nad sobą i własnymi wadami. Podobno jest tak z biologicznego punktu widzenia, że jak mija pierwsze zauroczenie, to rodzi się przywiązanie i miłość taka stabilna i spokojna. No cóż z moim Uranem w 7 domu nigdy tego nie doświadczyłam, ale za to gdyby wierzyć legendom miejskim, to może i coś w tym jest.

Otóż mając Urana w 7 domu poznałam w życiu paru dziwacznych i nazwijmy to, pod pewnymi względami oryginalnych mężczyzn, ale też w większości egoistów skupionych tylko i wyłączenie na własnej… główce. Otóż Uran silny w horoskopie daje też umiejętność odcięcia się nagle od pewnych zdarzeń, ludzi i emocji i to definitywnie na zawsze i na amen, ale daje tez pewien błysk, analityczność spojrzenia i genialne albo i szalone wglądy w rzeczywistość. U mnie to jest rzeczywistość związków.

Co zauważyłam, że pal licho tych panów, którzy mają opracowane jakieś tam procedury postępowania z samicami, które chcą potocznie mówiąc zaliczyć. Zazwyczaj jest to ta sama gładka gadka jaką znamy z imprez, dyskotek czy tzw. randek w ciemno. Takie typy są może nawet i zabawne, trochę nieudaczne, ale też i niespecjalnie szkodliwe, oni po prostu się stołują w tych obszarach, gdzie panie podają się na talerzu, jako kandydatki na maksex czy makrelację, tanio szybko, sprawnie i do syta. Weszli do baru zjeść i już, filozofii jakiejś w tym nie ma.  kadr z filmu "Wielkie Żarcie"Naje się taki jedną, pójdzie po drugą, trzecią i czwartą. Niektórzy panowie tak mają, można to sobie tłumaczyć biologią i ewolucją, że chcą po prostu rozsiewać swe geny po świecie. Z drugiej strony dużo jest kobiet które również postępują w ten sposób no i w sumie jest to jak dla mnie ok. Każdy ma wolność wyboru, każdy z nas lubi to co lubi, i o ile nie narzuca innym swojej woli bądź nie krzywdzi innych, to jest to całkiem akceptowalne społecznie. Stąd powstała instytucja friends with benefits (czyli kolegów od seksu), a nawet powstał film, dość toporna i naiwna komedia romantyczna z Milą Kunis i Justinem Timeberlake w rolach głównych. Ponieważ film ów wyprodukowany jest przez neptuniczną fabrykę snów czyli Hollywood (wiecie, że różdżka z drzewa Holly – ostrokrzew ma moce magiczne ) zatem ma przekazywać miło lekko łatwo i przyjemnie i trochę tak nas mamić. Rzadko kiedy w realu koledzy czy koleżanki od seksu stają się partnerami na całe życie. Z psychologicznego punktu widzenia zazwyczaj taka relacja jest krzywdząca psychicznie dla jednej ze stron (przeważnie kobiety, bo kobiety łatwiej się angażują emocjonalnie od mężczyzn – no taką mamy biologię, nic tutaj nie poradzimy). Dla niektórych facetów czy facetek takie związki jako tako funkcjonują jako pewien substytut wartościowej relacji (na bezrybiu i jak ryba jak wiadomo).

I jakoś tak to się toczy. Ale otóż istnieje pewna niereformowalna kategoria mężczyzn, kobieciarzy i mizoginów. Im nie wystarczy, że posilą się w Macu, że się nażrą aż do syta. Oni muszą totalnie wessać i wycisnąć niczym cytrynkę psychikę kobiety, na której aktualnie żerują. Tacy mężczyźni muszą czuć, że kobieta emocjonalnie się zaangażowała, makseks to dla nich żadna tam zabawa, musi być przyprawa i esencja czyli uczucie, pragnienie i pożądanie kobiety, którą aktualnie wykorzystują. Sami nie mając nigdy zamiaru choćby minimalnie zaangażować się emocjonalnie, pławią się w emocjach kobiet, które akurat miały nieszczęście (albo i szczęście) stanąć na ich drodze.kadr z filmu "Salo"

Jak to wygląda astrologicznie, oczywiście wśród erotomanów uzależniających od siebie emocjonalnie przodują faceci z silnym Lwem, Wodnikiem i Skorpionem. Jako Lwy i Skorpiony są oczywiście bezdyskusyjnie najlepsi, ich ptak jest oczywiście najfajniejszy  i mają takie malutkie ego, że wszelka próba zwrócenia im uwagi, że być może są w błędzie skazana jest z góry na porażkę. I taka białogłowa, która nie da się spenetrować, to głupia jakaś ona jest czy co? Że nie doceniła takiego koguta.

Silny Wodnik oczywiście zawsze będzie robił, to co mu się podoba i to bez względu na innych (akurat specjalnie seksualny znak to dla mnie jest – chyba, że intelektualna debata o niekonwencjonalnych sposobach badań – tutaj może podgrzać atmosferę, ale w połączeniu z silnym Lwem wzmagał będzie egoizm).

Poznałam dwóch takich mężczyzn z silnym Lwem, Wodnikiem i Skorpionem. Obaj znali się na tematach wybitnie niekonwencjonalnych. Obu ich charakteryzował duży egoizm, nieprzeciętna inteligencja i wybitność. Co do ich emocjonalności względem mojej emocjonalności to jednak niestety była to totalna klapa. Odbierałam ich jako pozbawionych empatii i niewrażliwych.

Otóż faceci ci chcieli makzwiązku, ale nie takiego przeciętnego makzwiązku, gdzie jest szybko dużo tanio i dobrze, ale związku z twistem i emocją. Najpierw musieli rozkochać w sobie i jak widzieli, że ja już ugotowana i totalnie zakręcona, to wtedy uderzali.

Czyż nie uczciwiej byłoby od razu powiedzieć – moja droga, pragnę sexu i jedynie seksu – nie czyń że sobie żadnych nadziei na trwałą relację.  Długo nad tym myślałam, analizowałam, przeżywałam, cierpiałam. Otóż doszłam do wniosku, że tacy panowie są to osoby głęboko emocjonalnie poranione, zakompleksione, wewnętrznie niepewne siebie na tyle, że potrzebują potwierdzenia własnej wartości  poprzez emocjonalne manipulacje kobietami, które są uczciwe i pragną zdrowej relacji opartej na zaufaniu.Virginia Johnson - pionierka badań naukowych dot. ludzkiej seksualności

Zwłaszcza u mężczyzn zauważyłam, że na szczyty wyrachowanej bezwzględności wobec kochanek potrafi się wznieść Wenus i Mars w aspekcie do Plutona (oczywiście w sensie negatywnym, bo każdy z tych aspektów może mieć znaczenie hiperpozytywne, to od nas zależy jak je wykorzystamy, czy w służbie innym czy też przeciwko nim). Mówię to jako kobieta, nie wiem jak panowie odbierają podobne aspekty u kobiet, domyślam się, że okrucieństwo jest raczej cechą niezależną od płci.

Właściwie z perspektywy czasu bardzo cieszę się, że te związki umarły, że nie jestem partnerką ani jednego ani drugiego pana. No jak mogłoby wyglądać moje życie z kompletnym mizoginem, notorycznym Casanovą i zdrajcą swojej kobiety. Pytanie retoryczne. Kiedyś chciałam być na miejscu tej Pani i strasznie jej zazdrościłam takiego mężczyzny, teraz li tylko współczuję.

Czego mnie takie toksyczne relacje nauczyły? Chyba tylko i wyłącznie uraniczno siódmodmowej lekcji, że najlepiej definitywnie odciąć się od tego co złe, zacząć myśleć o sobie, o swoich potrzebach, szanować własne uczucia. Po prostu z dystansem do ludzi, nawet i przede wszystkim z dystansem do samej siebie i swoich własnych emocji. Ze świadomością, że nic nie trwa wiecznie i że warto może czekać na właściwą osobę, ale w międzyczasie cieszyć się chwilą.

Dlaczego pokolenie obecnych 30 latków przewartościowało związki, wywróciło do góry nogami cały porządek zastanych relacji, boleśnie przetransformowało rzeczywistość. Otóż Pluton w znaku Wagi. To takie trochę położenie jakby Pluton w 12 domu, niby nie czuć, ale szkodzi, podstępnie niszczy działając z poziomu nieświadomości. Założę się że większość samotnych, rozwiedzionych albo nieszczęśliwych w związku 30latków nie jest w stanie podać przyczyny. Im rzeczy po prostu dzieją się i już. Dzieją się inaczej niż rodzicom i dziadkom.

A co do tych panów, którzy wykorzystują kobiety jeno i wyłącznie dla samego poczucia władzy i kontroli. Naprawdę panowie sądzicie, że na cudzej krzywdzie da się zbudować własne szczęście? Nie macie bardziej kreatywnych zajęć?

Dwóch mężczyzn solarnych Skorpionów, dwa różne światy, dwie miłości. Jedna miłość wywlekła emocjonalne brudy i wypaliła duszę i psychikę ogniem piekielnym. Druga miłość wypaliła tożsamość i świadomość  koniecznością odpuszczenia. Jeden z gruntu okrutny i bezwzględny. Nie wiedzieć czemu ciągle i ciągle od nowa siejący zniszczenie. Ale może taką ma właśnie funkcję w przyrodzie? Może to okrucieństwo ma czemuś służyć właśnie – przecież nie chcemy przemian. My jako istoty ludzkie lubimy zachowywać status quo, potrzeba nam dopiero bodźca, impulsu do zmiany.

Drugi taki trochę zagubiony i poraniony przez życie. Tak, ujrzałam czy może przeczułam coś w jego smutnych oczach pewien potencjał na czystość duszy (a może widziałam odbicie moich złudzeń). Wiele zdziałał dobrego, przy nim nastąpiło pewne oczyszczenie. Opadły pewne emocje i oby opadły już na zawsze.

Jako ascendentalny Byk jestem strasznie zaborcza i uparta, niekoniecznie tego świadoma, uzmysławiają mi to dopiero inni. Byki niby mają pewną stałość, ale tutaj Uran w opozycji  kompletnie zaburza ten obraz, powoduje taki nieokreślony lęk przed stabilizacją, Uran śmiertelnie boi się nudy i zamknięcia w tradycji czy konwencji. Szczerze mówiąc wolałabym chyba umrzeć niż tkwić w jakimś standardowym małżeństwie, gdzie kobieta jest sprzątaczką, kucharką i matką. Wolałabym razem zdobywać szczyty Himalajów, podróżować i odkrywać tajemnice wszechświata, prowadzić czasem filozoficzne rozmowy, a potem styrana podróżą wypić wspólnie gorącą herbatę przy kominku z widokiem na ogród (no Byki kochają ogrody).

Czemu tak. Mam planetę w siódmym domu, a nie w pierwszym. Postrzegam siebie poprzez pryzmat moich partnerów, a jakoś zupełnie ciężko mi jest dostrzec samą siebie poprzez ten zaborczy ascendent. Kiedy planeta jest w pierwszym domu, to my wywieramy wpływ na innych, kiedy w siódmym, to inni wywierają nacisk na nas, tutaj Uran w Skorpionie, to oni właściwie miażdżą psychikę.

Moje nieliczne związki z mężczyznami  przyniosły mi duży wgląd w samą siebie. Jeden o mało mnie totalnie nie zniszczył całkowicie, drugi już nie aż tak, a trzecia i czwarta miłość dały siłę.

To by było na tyle. Uważam Skorpiona za najlepszy, ale jednocześnie najgorszy znak. Gdybym mogła wybierać chciałabym w następnym wcieleniu być solarnym Skorpionem. Maria Curie to mój ideał, a miała aż 3 planety w znaku Plutona.

Zatem jeśli ona potrafiła wykorzystać podziemne moce władcy Hadesu w służbie ludziom, to pewnie każdy może wznieść się na poziom Orła, a może nawet i Feniksa. Dlatego Skorpiony to silne, nieustraszone, władcze osoby, matki, które za dziećmi pójdą w ogień, kobiety, które zawWoman-Phoenix-Rises--106227sze trzymają gardę i pierwotnie erotycznych mężczyzn emanujących zwierzęcym magnetyzmem. Wasze hipnotyczne spojrzenie może mieć moc uzdrawiania.mariecurie

Taka jest moja wysoce przesadnie reaktywna emocjonalność Księżyca w Rybach w połączeniu z silnym Uranem. Śmiałam się z tej naiwności i gardziła nią. Ale Ryby wiedzą i czują, że wszechświat to naczynia połączone, dlatego wybaczenie stało się samo, niepojęte, cudowne, niezrozumiałe dla racjonalnego rozumu, ale uwalniające.

Życzę wszystkim czytelnikom spokoju, szczęścia i spełnienia.

Dziękuję za świadomą inspirację Gwiazdologii oraz za zupełnie nieświadomą T. i Ł.

Radakcja: Mirosław Aleksander Czylek (autor tytułu) – prowadzący blog Gwiazdologia oraz Maria Woźniczko, Krzysztof Romańczak i Tymon Surpeta.

Proszę o niekopiowanie całości jak i fragmentów powyższego tekstu bez mojej wiedzy i zgody.

 

Narodziny Wenus astrologicznej

Od razu powiem na wstępie, że napisania tego tekstu zmotywował mnie entuzjazm i pomysłowość Mirosława Czylka autora stron, które mają w nazwie “Gwiazdologia”, co wynikło z bardzo miłej rozmowy. A to już jest domeną Wenus.

Zastanawialiśmy się nad symboliką astrologiczną w malarstwie. Podczas moich studiów na kierunku związanym z malarstwem miałam zajęcia pod tytułem “historia koloru”. Jakkolwiek tajemniczo by to nie brzmiało było to po prostu zajęcia z historii sztuki, ale pod kątem symboliki koloru, motywu i ich użycia w malarstwie europejskim od starożytności, poprzez średniowiecze aż do współczesności. Z punktu widzenia współczesnego rynku pracy umiejętności te są nawet mniej niż przydatne, bo sztuka to jest takie dziwne coś, co wystawiane jest w galeriach i traktowane z wielkim namaszczeniem. Przyjęło się też, że człowiek współczesny sztuki nie rozumie, nie ceni albo jeśli ma ze sztuką jakiś kontakt, to jest to oglądanie sztucznie podrasowanego teledysku celebrytki na portalu plotkarskim albo wysłuchanie piosenki dożynkowej w stylu disco polo. Ci bardziej ambitni słuchają metalu i chodzą w glanach albo zupełnie ignorują sieczkę lansowaną w mediach.

Żeby zrozumieć czym jest tak naprawdę sztuka malarska spróbujcie namalować bogaty w symbolikę  technicznie niezły obraz farbami olejnymi. Mało komu się to udaje, a ja  postanowiłam opisać astrologicznie jeden z moich ulubionych obrazów, który jest już właściwie ikoną sztuki, ale mało osób tak naprawdę wie o co  z nim chodzi, bo albo nie uważali na lekcji plastyki albo w czasie, gdy pani w szkole tłumaczyła o Boticellim, to odrabiali w tym zadanie z matematyki.

Trudno w ogóle zrozumieć jakiekolwiek malarstwo bez znajomości pewnych zasad kompozycji, stylu i języka symbolicznego danej epoki. Bo każde dzieło zanurzone jest w nurcie czasu, w którym powstawało.  Dla nas współczesnych postacie z obrazów Boticellego mogą wydawać się dziwnie nieproporcjonalne, całość dość nienaturalna i mocno odrealniona. Nie jest to współczesny hiperrealizm, ale malarstwo renesansowe i przedstawienie postaci nawiązujące do mitologii.

Twórcy i uczeni czasów renensansu byli doskonale wyedukowani w symbolice i mitologii. Każdy kolor, odcień, detal i poza na obrazach starych mistrzów mają swoje znaczenie symboliczne i nie są tą ot tam jakieś tam postacie, ale figury symboliczne języka metafory i alegorii. Tamte obrazy miały coś przedstawiać, opowiadać historię, czegoś uczyć. Sztuka średniowieczna, renesansowa, barokowa, klasyczna czy romantyczna zawsze nawiązywała do mitologii i całokształtu kultury.

Madonna zawsze prawie nosi niebieskie i czerwone szaty, bo błękit to boskość i niebo, a czerwień krew i cierpienie Chrystusa.

Artyści i ich odbiorcy byli biegli w mitologii i doskonale wyedukowani, jak byśmy to dziś nazwali, pod względem humanistycznym.

Sztuka i styl danej epoki zawsze odzwierciedlają czas, w jakim powstają.

Bez muzyki, malarstwa, tańca życie nasze na tym łez padole byłoby uciążliwie nieznośnym. Szuka i moda (Wenus) są zakorzenione w danej rzeczywistości, ale jednocześnie są od niej oderwaniem. Bo linia Baran – Waga (ASC – DESC) to przyjemność i ku przyjemności się biegnie zamiast mozolnie wspinać po osi symbolizującej osiągnięcia i status (IC – MC) jak pisze Jarosław Gronert. Ponieważ do mitologii nawiązuje astrologia, a sztuka nawiązuje do mitologii, to sztuka też ma mnóstwo odniesień astrologicznych i często obrazy i rzeźby niezrozumiałe z punktu widzenia przeciętnego człowieka możemy odbierać w pełni, gdy odniesiemy ich treść do mitologii bądź idąc dalej do astrologii. Przecież artyści doskonale znali symbolikę astrologiczną. Było to dla ludzi tamtych czasów coś równie normalnego jak dla nas układ Mendelejewa albo internetowe emitkony. Drzewiej bywało, że wszyscy jarali się alchemią niczym my dziś nowymi tabletami albo iphonami.

Nie było reklamy prasowej ani Photoshopa więc zamiast grafików komputerowych możni tego świata mecenasowali artystom, którzy byli taką ówczesną wersją speców od wizerunku i musieli ładnie namalować motywy, które zabawiłyby dość wyrafinowanych odbiorców czyli ówczesnych oligarchów.

Włoski artysta Sandro Boticelli namalował bardzo słynny nawet i dziś, a może bardziej niż wtedy obraz pt. “Narodziny Wenus”.

Jak sama nazwa wykazuje obraz przedstawia narodziny mitologicznej Wenus. Wenus to naturalny władca Wagi należącej do żywiołu powietrza i jakości kardynalnej. Myślę, że obraz Boticellego jest taki słynny, bo Boticelli świadomie bądź nie doskonale oddał w nim klimat archetypu wenusowego.  Wenus jego jest trochę po średniowiecznemu jeszcze zdeformowana, ale ładna, skromna (albo udaje taką), powietrzna  lekka, bajkowa i zmienna. Kiedy patrzę na ten obraz, to wydaje mi się, że ta Wenus waha się zanim uleci w powietrze, na pewno jej ciało jest jest miłe w dotyku. Archetyp Wagi – piękno, niezdecydowanie, płochość, ulotność.

Obraz podzielony jest na trzy grupy postaci, dwójkę skrzydlatych zefirków (Bliźnięta i pierwsza faza powietrzna), Wenus na samym środku (Waga – druga faza powietrzna)  i kobietę w kwiecistym stroju (Wodnik?) próbującą zakryć czerwoną szatą już i tak jakby zawstydzoną swoją nagością jakby niepewną Wenus stojącą na środku muszli i wyłaniającej się z morza.

Po lewej stronie postacie skrzydlatych wicherków choć są dwie, to kojarzą się z bryłą jedności dwóch istot zjednoczonych objęciami w całość. Zefirki – aniołki dmuchają na Wenus lekkim wiaterkiem rozwiewającym jej włosy, a wokół unoszą się niczym powabna perfuma kwiaty na wietrze. W mojej spaczonej astrogicznie głowie od razu tych dwóch nieco gejowatych anielskich chłopców skojarzyło mi się ze znakiem Bliźniąt. Jest ich dwóch, ale tworzą jakby jedną postać wyróżniają się zwartą bryłą na tle obrazu.

Dalej kolejny znak triady powietrznej to samotna Wenus stojąca w muszli pływającej po morzu. Wenus oczywiście symbolizuje wartości związane ze znakiem Wagi czyli partnerstwo, przyjemność, sojusze, ale też niezdecydowanie, delikatność, chwiejność, seksualność, w pewien przekorny sposób niby skromna Wenus wyzywa linią swego  miękkiego ciała , żeby ją dotknąć i posmakować jej dziewiczej niewinności. Niby zakrywa ręką kawałek piersi, ale widać dokładnie drugą. Zarówno stojąca po środku muszli Wenus jakby zastanawiała się “co ja tutaj robię?” jak i niewinne trochę trzpiotowate i figlarnie rozwiewające jej włosy zefirki ewidentnie można przyporządkować do fazy Bliźniąt (gdzie archetypem jest osoba ruchliwa, ciekawska, ale i nieco roztrzepana, taki Piotruś Pan – w książce bohater też lata!) Wenus jest już nieco bardziej na ziemi, ale jednak nie, bo stoi samotnie na muszli pływającej po brzegu, jest jakby w takim przejściu od dziecięcości do dojrzałości.

Trzecią postacią obrazu jest kobieta całkowicie jakby już ucywilizowana i udomowiona, nie unosi się nad ziemią jak dwa wiatry pędziwiatry, ale odziana jest  w suknię i próbuje zakryć naszą Wenus kwiecistą szatą w kolorze czerwonym.

Pamiętajmy, że w dawnym malartwie każdy kolor i motyw ma znaczenie. Czerwień symbolizuje cielesność, pożądanie, krew, cierpienie, ofiarę. Ta szata to jakby zachęta  do bardziej wyrafinowanego sposobu uwodzenia ale i konieczności przyjęcia pewnych norm społecznych związanych z okiełznaniem pożądania i pierwotnych instynktów. Przecież Wenus nie może stać naga, tak jak każda kobieta i mężczyzna stroją się na swój sposób przed zalotami i przyodziewają na siebie przeróżne, perfumy, postawy, maski społeczne i szaty, wszystko musi się odbyć w ramach ustalonego rytuału. Nie można przecież ot tak rzucić się na taką skromną i delikatną Wenus obcesowo jak gbur. Lepiej uwieść ją i oczarować tak, żeby się sama oddała.

W fazie Wodnika żywioł powietrza znajduje najwyższą sublimację, Wodnik w archetypie jest  aseksualny i mocno intelektualny. Wydaje się jakby był ponad te wszystkie ziemskie rozkosze myśląc ciągle o wyższych ideach i choć nogami na ziemi, to z głową w chmurach. Wodnik jest piątym sektorem dla Wagi, dopiero w fazie Wodnika Wenus może bawić się konwencją zalotów i gry towarzyskiej. Przejść na wyższy poziom rozwoju, gdzie nie liczy się pożądanie i cielesność, a ważne są przyjaźń i wspólna idea. W Wodniku ludzi wiążą ze sobą nie cielesne żądze, ale wspólne pasje i podobne ideały, bo Wodnik to dobrowolne łączenie się z innymi, tak jak sami sobie dobieramy przyjaciół.

 

Powietrzny Wodnik symbolizowany jest w astrologicznym języku przez dwie fale. Spójrzmy na symbol Wodnika, a teraz jeszcze raz spójrzmy na dziwnie regularne fale na wodzie… Dziwne prawda? A może nie dziwne tylko zupełnie metaforyczne.

Ta Wenus to nie jest dojrzała kobieta ani księżycowa matka matrona (Księżyc i Rak symbol matki i żony, a także żołądka, bo żona ma karmić, ale kochanka dawać przyjemności alkowy, a niekoniecznie już podawać obiad  swemu wybrankowi)  z wyraźnie zaznaczonymi atrybutami kobiecości w postaci wydatnych bioder i piersi, które już ssało niemowlę  Wenus Boticellego jest młodą, ładną kanonami Renesansu dziewczyną, która dopiero weszła w wiek kobiecy. To Wenus dziewica stojąca na muszli.

Morze jest tu spokojne, ale przecież potrafi być zmienne, groźne i ryczące furią sztormu i pożerających statki zaborczych fal. Choć delikatne fale wabią, to przecież mogą przerażać swoją siłą. Kobiecość potrafi zatrwożyć w swym zaborczym wydaniu, pewnie dlatego w połowie Afryki Azji pokutuje barbarzynski zwyczaj okaleczenia dziewczynek,  bo przecież między nogami kobiety mieszka diabeł..a niejednego wojownika (Marsa) rozbroiła swym powabem i oplatając niczym bluszcz i unieruchomiła w uścisku urocza Wenus.

Melodyjna i płynna linia definiująca postacie malowane przez Boticellego to przejaw charakterystyczny dla tego mistrza malarstwa. W obrazie daje się niemalże odczuć zmysłowość, ale i pewne tajemnicze oddalenie, jakby te postaci pochodziły z innego lepszego idealnego świata.

Być może trzecia postać na obrazie, kobiety po prawej, która zakrywa suknie może symbolizować Wodnika, a może coś, czego symbolikę rozumiał tylko sam autor. Nie dowiemy się nigdy. Ta kobieta w szacie po prawej jest dość skupiona i trochę chłodna jak Wodnik, który w swej zmienności i wybieganiu w przyszłość jest w gruncie rzeczy bardzo stały.

Obraz utrzymany jest w klimacie Wenus, lekkość, zwiewność, harmonia, elegancja, przyjemność. Główna postać jest młodziutką dziewczyną, astrologicznie Wenus jest symbolem młodej i ładnej kobiety. Botticelli bardzo dokładnie odwzorował archetyp.

W micie greckim Afrodyta czyli  rzymska Wenus wyłoniła się z morskiej piany (Wodnik). Hezjod pisał w Teogoniił, że kiedy odcięte sierpem genitalia Uranosa ( Wodnik – władca przestworzy) wpadły do morza w pobliżu Cypru, woda otoczyła je białą pianą, z której następnie wyłoniła się przepiękna Afrodyta (Wenus). W micie Uranosa pokonał Kronos  czyli Saturn, a Saturn to czas, który w końcu doprowadza do skostnienia każdą rewolucję (Wodnik) i czyni inicjatorów buntu starcami.

W astrologii Waga (władca Wenus) jest w kwadraturze (konflikt) z surowym Koziorożcem. Wenus nie ma wiele wspólnego z władzą i karierą reprezentowaną przez Koziorożca, otoczona kwiatami i wypachniona wonnymi olejkami Wenus nie lubi się wspinać po wyboistej i pełnej trudów ścieżce kariery.

Wenus Boticellego jest delikatna i subtelna, przypomina nimfę. Jeśli wierzyć danym z internetu to artysta urodził się 1 marca, a rok 1445 podaje wiele źródeł, co do dnia trudno mieć pewność. Jeśli jednak byłby to 1 marca, to artysta miałby Słonce i Marsa w znaku rozmarzonych i tajemniczych Ryb i takie tez są jego obrazy – ulotne i tajemnicze.

źródła:

internet

“Sztuka świata” t. 5, Wydawnictwo Arkady

“Klucze do astrologii” – Hajo Banzhaf i Anna Haebler, Wydawnictwo Ars Scripti – 2

Wodnik

 

WODNIK (21 styczeń – 20 luty)

 

Słońce w Wodniku, silna faza Wodnika lub podkreślony Uran dają ludzi ekscentrycznych, oryginalnych i pomysłowych. Wodniki uwielbiają wszystko co nowe, niezwykłe i postępowe. Posiadają twórczy umysł, ale i silny zdecydowany charakter. Nie znoszą narzucania poglądów i już od małego uwielbiają przewodzić otoczeniu. Ponieważ Wodnik jest znakiem stałym i powietrznym, jak wszystkie znaki stałe cechować go może wielki upór. Najwyżej rozwinięta faza powietrzna przywiązuje ogromną wagę do spraw komunikacji i intelektu. Wodniki łączą przebłyski intuicji ze zdrowym rozsądkiem. Mają bardzo otwarty umysł i ciągną je wszelkie niewyjaśnione zjawiska. Mogą więc wykazywać wielkie zainteresowanie wiedzą mistyczną.

W pozytywnym wydaniu bywają wielkimi altruistami, służącymi całej ludzkości, w negatywnym, to zwyczajni egoiści skoncentrowani na sobie. Uran (władca Wodnika i XI domu) nie znosi wszelkich ograniczeń. Ponieważ XI dom odpowiada za wszelkie towarzystwa, kontakty i przyjaźnie, dla ludzi tych niezwykle ważne będzie posiadanie przyjaciół. W przyjaźni zresztą mogą być o wiele bardziej oddani niż w związkach.

Z drugiej strony, jeśli chodzi o pracę, to wolą wykonywać ją według własnych zasad. Wodniki zawsze patrzą w przyszłość i intuicyjnie wyczuwają zbliżające się zmiany. Mają wrodzoną umiejętność wyczuwania nowych, nadchodzących trendów w świecie.

Ponieważ nie cierpią narzucania czegokolwiek i przymusu, niezbyt dobrze znoszą pracę wymagającą wielkiej dyscypliny (to domena Koziorożca).

Potrafią wykazać się wielką kreatywnością, o ile pochłonie je jakaś idea lub pomysł.

W ciągu całego życia narażone są na wiele niespodzianek, niekoniecznie przyjemnych.

Często zmieniają zawody, najgorsze bowiem, co może spotkać Wodnika, to nuda. Do spraw finansowych podchodzą dość niefrasobliwie, dlatego bywa, że ich sytuacja materialna jest zmienna.

Ze względu na dużą ekscentryczność i nietuzinkowe poglądy, mogą czuć się osamotnione i niezrozumiane.

W pozytywnym wydaniu będą uduchowionymi filozofami i reformatorami, kierującymi się wyższym dobrem i wielką ideą.

W sensie przesadnym, aspołecznymi anarchistami i buntownikami przeciwko wszystkiemu i wszystkim.

Jeśli uznają, że służą słusznej sprawie, to pochłonie ona całą ich energię i wykażą się zadziwiającym uporem w dążeniu do celu.

Aby Wodnika do czegoś przekonać, należy wykazać się logiką. Z drugiej strony to wielkie uparciuchy, mogą fanatycznie i kurczowo trzymać się jakiejś idei i wymuszać na otoczeniu przyjęcie swoich poglądów.

Dążą też do samodzielności i niezależności. Indywidualizm Wodnika może być niezrozumiały dla większości ludzi. Często w życiu kierują się impulsami. W kontaktach z innymi ludźmi wymagają szczerości i otwartości.

Wiele Wodników może mieć problem, jeśli chodzi o utrzymanie dyscypliny.

Zawody związane z energią Wodnika to lotnictwo, wszelka nowoczesna komunikacja (w tym internet), technika, fizyka, psychologia, astrologia, wiedza okultystyczna.

Wodniki trudno jest zrozumieć. Otoczenie może postrzegać je jako zupełnie oderwane od rzeczywistości.

Również w związkach są wielkimi idealistami, mogą zakochiwać się „od pierwszego wejrzenia” ale i nagle zrywać. W miłości ważna jest dla nich komunikacja z partnerem i porozumienie duchowe, a najlepiej związek będący mieszanką przyjaźni i romantycznych porywów.

Mimo, że uwielbiają zmieniać świat, same pozostają niezmienne w swej zmienności.

Archetypowym przykładem fazy Wodnika jest postać szalonego naukowca-geniusza owładniętego ideą, poświęcającego się tej idei, a jednocześnie niezrozumianego przez środowisko. Nic w tym dziwnego, bowiem każda nowa, postępowa idea zanim stanie się obowiązującym standardem  i obowiązującą normą (koziorożcową) zazwyczaj napotyka na pukanie się po głowie i sprzeciw wyznawców istniejących norm i porządku.

Pozytywne cechy tego znaku to: awangardowość, wiara w siebie, intuicja, wolnościowe podejście, oryginalność, wrażliwość, humanitaryzm, przyjacielskość.

Negatywne to: upór, nieprzewidywalność, fanatyzm, ekstremizm, egoizm, impulsywność, lenistwo.